Literatura przełomu wieków – o czym tam pisano

Na przełom wieków XIX i XX przypada epoka Młodej Polski. Literatura, która powstała w tym okresie, jest zróżnicowana, choć da się wyróżnić pewne stałe tendencje. Widać to już w jednej z nazw tego okresu: fin de siècle (koniec wieku). Artyści modernistyczni mieli poczucie schyłku, upadku wiążącego się ze zbliżającym się wiekiem XX. Popadali w dekadentyzm, czyli ospałość, pesymizm i bierność. Ale literatura Młodej Polski ma w sobie coś więcej niż dekadentyzm!

Realistyczne spojrzenie na wieś – “Chłopi” Reymonta

W tym potężnym dziele polskiego noblisty odnajdziemy szczegółowy obraz życia w miejscu, gdzie życie jest ściśle związane z naturą i wiarą. Czas na pracę i odpoczynek wyznaczają pory dnia i pory roku, a monotonię podobnych do siebie dni urozmaicają święta i wesela. Z jednej strony “Chłopi” to opowieść wręcz metafizyczna, tajemnicza, przepełniona dzikimi siłami natury i nieposkromionymi ludzkimi namiętnościami. Z drugiej odnajdziemy tam twardy naturalizm, który nie współczuje parobkowi umierającemu samotnie, na uboczu, gdy inni się bawią. To utwór niezwykły, który mógłby powstać i w innej epoce.

“Wesele”, czyli zmora maturzystów

Żaden podręcznik do polskiego nie pominie tej lektury. Jej szczegółowe omówienie można znaleźć na przykład w książce “Oblicza epok 3.1 podręcznik“. “Wesele” to dramat o Polakach i dla Polaków. Niestety, jest trudny w odbiorze na wielu poziomach. Pierwsza część to realistyczne rozmowy gości na weselu, często humorystyczne i wesołe. Trudnością jest użycie przez autora rymów i stylizacji gwarowej. Problem może sprawić także mnogość postaci.

Jeszcze gorzej jest w drugiej części dramatu, której nie da się zrozumieć bez gruntownej wiedzy historycznej albo odpowiednich opracowań. Do gości weselnych przychodzą zjawy symbolizujące różne światopoglądy i wydarzenia z historii naszego narodu. Ostatecznie przynoszą przesłanie, że Polacy powinni zjednoczyć się w walce przeciwko wspólnemu wrogowi.

Nie udaje się przez… dekadentyzm. Tajemniczy chochoł wygrywa na patykach melodię, do której Polacy tańczą jak zaczarowani. Są nieprzytomni, słabi i niezdolni do żadnego czynu. Tak kończy się patriotyczny zryw epoki Młodej Polski.